expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie Gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie Gdańsk. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

CAŁKIEM INNE WYJŚCIE DO MUZEUM-EUROPEJSKIE CENTRUM SOLIDARNOŚCI.

Słyszałam to kilka razy, zwykle w tym samym miejscu: za dużo tego wszystkiego wkoło, za głośno. Od kogo? Od 20latków, żeby nie było. Europejskie Centrum Solidarności jest  multimedialne do bólu. Wchodzisz do sali A, migają dziesiątki ekranów. Na prawej ścianie film, na końcu sali też i jeszcze wewnątrz kabiny suwnicy i nad głowami. A z drugiej strony trzeba budować muzeum dla dwudziestolatków i starszych? Może i lepiej jeśli będzie odpowiednie dla tych którzy teraz robią w pieluchę jednocześnie włączając grę na laptopie Taty.

Mocnym punktem są te części wystawy, które nawiązują do życia codziennego pracowników stoczni. Można zobaczyć STARa, suwnicę Anny Walentynowicz, odbijanie karty na zakładzie i mikroskopijne mieszkanko z lat 60tych.


czwartek, 3 lipca 2014

TARG WĘGLOWY NIE-CZARNY I NIE-BIAŁY

We wtorek zajrzałam na Otwarty Targ Węglowy. Wiele rzeczy mi się nie spodobało-strefa wypoczynkowa niby działa od 28.06 a  na każdym kroku bałagan. Nie było wypożyczalni książek, sprzętu, boiska, kulturalnego punktu informacyjnego.  Ale jak przyszło do fotografii pojawiła się pewna pokusa. Robić zdjęcie, na którym będą walały się kable albo gdzie leżaki stoją pod TOI TOI? Pomyśli ktoś, że przypadkowo weszły mi w kadr. A wiec obiektyw trochę w prawo i mamy leżaki pod Drzewkiem Milenijnym. Nieobiektywny obiektyw.


Tyle że leżaki  stoją pod TOI TOI, taka prawda. Kawałek dalej, za Złotą Bramą  błyszczy w słońcu super srebrna toaleta, ale że kosztowała 300.000 to starczyło miastu tylko na jedną w tej części starówki, a to pewnie tak tymczasowo, no bo Otwarty Targ Węglowy jest tylko w wakacje itepe itede. Swoją drogą 300.000, eh za to można zbudować dom. 

czwartek, 8 maja 2014

NAŁOGOWE SPACERY PO WILEŃSKIEJ

Mieszkam w Gdańsku od urodzenia  ale do Diabełkowa  trafiłam gdy już mniej lub bardziej regularnie bywałam w  liceum. Pamiętam tę mieszankę niedowierzania i zachwytu -z  jednej strony blokowisko Moreny, z drugiej zaniedbane Do Studzienki i Sobieskiego a tu takie miejsce. Później, gdy przeprowadziłam się trochę bliżej, częstotliwość spacerów  po ulicy Wileńskiej i Grodzieńskiej nabrała znamion nałogu. Na zrobienie zdjęć wybrałam wiosnę ale mówię Wam, że wszystkie pory roku mają tam więcej swoich dobrych stron niż na innych osiedlach.

 


czwartek, 7 listopada 2013

GDAŃSKIE DRZWI

Widziałam kiedyś wystawę z fotografiami sopockich drzwi, ale nigdy z tymi z Gdańska. A przecież mamy się czym pochwalić.





W Gdańsku pewne drzwi były kłopotliwe, a co bardziej przesądni uważali że zaklęte. Chodziło o rzeźbę ze sceną  wygnania Adama i Ewy  z raju na drzwiach "Domu Ferberów"  przy Długiej 28. Rzeźbę zamówił jeden z Ferberów ku przestrodze po pechowym seansie spirytystycznym i odtąd mówiono że w  kamienicy straszy. Gdy ostatni potomek rodu umarł, nikt nie był na tyle odważny by tam zamieszkać. Powstał zwyczaj, że przed drzwiami, byli zatrzymywani skazańcy prowadzeni na szubienicę  i nad ich głową łamano biały kij -  taki symbol wykluczenia ze społeczności. W połowie XIX wieku drzwi zostały przeniesione do Ratusza Prawomiejskiego i właśnie z okien sali w której je zamontowano wypadł znany malarz Aleksander Gryglewski. Domysłom nie było końca, jedni mówili po prostu o depresji i samobójstwie, inni oczywiście  o klątwie.

  
źródło o wdzięcznej nazwie:  www.rzygacz.webd.pl


Tyle legend. Dla kontrastu  zdjęcie zrobione przez szweda odwiedzającego Gdańsk

źródło http://www.flickr.com/photos/photoola/5336202272/    fotografia Ola Berglund


Zdjęcie Tomasza Mordarskiego, z niesamowitym nastrojem

źródło wwww.twitter.com

 żródło: http://micmare.es Rafael Gomez

źródło www.instagram.com/ Łukasz Stafiej

piątek, 23 sierpnia 2013

NO TO CO? WIOSŁO! GDAŃSK OD STRONY WODY


Przewrotnie  mobilizujemy się do wiekszej ilosci sportu gdzieś  pod koniec sierpnia. I nawet potrafimy to  zracjonalizować : gdy idą chłodniejsze dni musimy pożegnać się z leżakami, za to sport pozwala wykorzystać każdą chwilę słonecznej pogody.  No to co?
Wiosło!  A dokładniej kajaki na Motławie.  Zaczynamy przy Żabim Kruku i wiosłujemy w stronę Kamiennej Śluzy.  Płyniemy przez na wpół zatopione fortyfikacje. Tutaj panuje zawsze wrażenie totalnego odrealnienia







Większość kajaków skręca tutaj w lewo ale my lubimy popłynąć prosto wzdłuż ulicy Przybrzeżnej.  Tereny przemysłowe szybko się kończą i robi się całkiem sielsko. Można dopłynąć do mostu kolejowego (fajne wrażenia akustyczne). 



Wracając mamy jeszcze  ochotę  na przepłynięcie wzdłuż Kamiennej Grobli i Długiego Pobrzeża. Niezłe wrażenie robią schody sprzed budynków do rzeki. A Fabryka Batycki od strony wody wygląda o tak. 


Dalej przystań jachtowa . Ale jest i pojazd PG napędzany przez energię słoneczną



A stąd już pare machnięc wiosłem na Długie Pobrzeże



Wracamy na Żabi Kruk.  To miejsce zasługuje na całkiem osobny post. Niestety  MOS-ir otworzył parking przy samej Baszcie pod Zrębem , wielkimi banerami zasłonił  widok na  ruiny.  Jak to się nazywało? Rewitalizacja? Taki widok to już przeszłość.


zdjęcie z czerwca

czwartek, 1 sierpnia 2013

GDAŃSK MODNYM MIASTEM JEST


Kształty i motywy geometryczne weszły  w ostatnim czasie przebojem do mody, wnętrzarstwa i  architektury.

                                żródło: http://www.snobka.pl/tag/geometria

                                    tapeta: www.cole-and-son.com budynek: http://milligram.ne.jp/towered-flat

Coś mi jednak mówi że uwiodły architektów tworzących dla Gdańska  już wcześniej, skoro takim motywem ozdobiona jest kamienica przy ulicy Podkramarskiej. No i mamy dowód że Gdańsk modnym miastem jest ;)

                                                                            źródło: frctnstore

Niezwykła elewacja zainspirowała mnie by poszukać więcej  geometrii w Gdańsku  i znalazłam kilka przykładów: tych starszych

                                                 źródło: fineartsamerica -autorka sophie vigneault


i tych całkiem nowych, jak biurowiec  Nano w Garnizonie-na razie tylko w planach na wizualizacji. Bardzo mi się podoba i zaczynam  się zastanawiać czy przychodzenie do biura może być przyjemne


                                                                źróło:www.garnizon.pl

albo może praca w laboratorium  Politechniki Gdańskiej byłaby  lepsza - budynek wygląda nieziemsko. Ochrona budynku (która początkowo widziała we mnie terrorystkę)  mówiła, że w środku jest jeszcze lepiej, ale wpuścić mnie nie chciała.  No cóż, trzeba wierzyć na słowo Panu z wąsem, ewentualnie posiłkować się zdjęciami wnętrz z facebooka PG.



                        źródło:https://www.facebook.com/PolitechnikaGdanska/photos_albums/Tak wygląda Linte

Tu już dużo starsza Biblioteka Uniwersytetu Gdańskiego. Byłam zawiedziona gdy zobaczyłam że wewnątrz kulistych "dobudówek" są zwykłe pokoje do nauki indywidualnej. Gdy trwała budowa słyszałam różne wersje, np że tam studenci nie oddający książek w terminie mają biegać jak w karuzeli dla chomika i wytwarzać tym samym prąd dla biblioteki :P

 źródło: www.bg.ug.edu.pl

  Trochę spokojniej, ale tylko trochę -Centrum Wystawiennicze Amber Expo przy ul. Żaglowej 11



i inny klimat-mural na Zaspie stworzony przez PGR art. Ja się nie połapałam tak od razu ale to nic innego jak binarny zapis cytatu z dzieła Witkacego " Sztuka jest odrębnym światem, jest ostatecznym odbiciem jedności bytu".


                                                                     źróło: www.pgrart.pl

                                                                      źródło: www.bryla.pl

Na koniec ostrzegam:  nie odpuszczę geometrii i będę ją tropić na ulicach  Gdańska a jak  dopadnę to podzielę się z Wami łupem



środa, 22 maja 2013

MLEKO, SS I 116 SCHODÓW


W sobotę rano  wybrałam się do najbliższego sklepu po mleko do kawy. Ciężkie jest życie mieszkańca Siedlec, trzeba zejść ze stromej górki tylko po to żeby zaraz wspiąć się po 116 schodach. Na wyprawę po kefir na kaca bym się nie pokusiła. Zdyszana dotarłam  do celu - prostokątnego klocka rodem z PRL z kratami dookoła, nad wejściem brakuje tylko napisu Społem.


Za to jakie otoczenie – sklep  dumnie stoi na końcu brukowanej ulicy Ojcowskiej i dwóch falowców. Falowce to nie na Przymorzu?  No właśnie nie tylko, wygląda na to, że gdańskie falowce powstawały  na długo przed okresem PRL-u.


Źródło; zdjęcia satelitarne Google http://maps.google.pl/


Zostały wybudowane w 1930 roku  przy ulicy zwanej wtedy Damaschkeweg.To 110 mikroskopijnych domków układających się w dwa niekończące się szeregowce. Gdy idę wzdłuż tej ulicy w połowie mam poczucie klaustrofobii, naprawdę domy ciągną się i ciągną.


Nad drzwiami niektórych z nich zostały jeszcze herby - kaczki, wiewiórki i sowy. Mieszkańcy domu "Pod sową", w ostatnim sezonie mogli się pochwalić modnym dodatkiem - trzeba przyznać , że architekt Franz Tominski wykazał się wyczuciem trendów ze sporym wyprzedzeniem. 


Na początku domy były identyczne do tego stopnia, że herby były konieczne by mieszkańcy mogli odróżnić jeden dom od drugiego. No ale wiadomo, samowola budowlana Polaków zrobiła swoje i kłopotów z rozróżnianiem już dawno nie ma. Falowce bez szwanku przetrwały bombardowania na początku drugiej wojny światowej, mówią że to dla tego że z lotu ptaka mają zgrabny kształt SS. 
Spójrzcie raz jeszcze.

Zdjęcie z budowy domów w Danziger Hauskalender


Zakończenie opowieści w tym momencie brzmiałoby lepiej, ale byłoby nie fair,  bo  zamieszkiwanie domków przez SS-manów to najprawdopodobniej plotki. Mini domki przy Damaschkeweg zamieszkiwali  robotnicy i rzemieślnicy niemieckiego i polskiego pochodzenia, nic nie wiadomo by rezydowali  tam SS-mani. Za to wiadomo, że mieszkańcy ulicy są niespotykanie zintegrowani -Ojcowska ma swój profil na Facebooku. Jak mówi Pani ze sklepu "na naszej wiosce " odbywają się ogniska trwające do późnej nocy, dni sąsiadów i za każdym razem jest tłum ludzi.  Atmosferę wioski potwierdza  dochodzący do sklepu donośny krzyk  pana z żółtego transportera  "Kaaartofle". W czasie Euro 2012 mieszkańcy  urządzili sobie własną  niekomercyjną strefę kibica, może bez telebimu i dystrybutorów z rozcieńczonym piwem ale za to z jaką atmosferą- atmosferę to  było słychać aż  u mnie na podwórku.